Równuprawnienie w żeglarstwie

Lubię pływać w mieszanych załogach (na jachtach). Pójdę krok dalej i otwarcie przyznam się, że zdecydowanie preferuję żeglowanie z kobiecą załogą niż z męską. Już widzę Wasze uśmieszki… Spokojnie, raz w życiu popłynąłem z całkowicie męskim składem (i nigdy więcej tego nie zrobię dobrowolnie) i też tylko raz byłem wynajęty do poprowadzenia rejsu całkowicie damskiego (a szkoda, bo mimo vegediety było świetnie). Moja powyższa deklaracja nie wynika z niczego poza tym, że dziewczyny (bez względu na wiek) są fajniejszymi kompanami podróży. I najczęściej są lepszymi żeglarzami, i w dodatku dużo rzadziej „wycieczka na żagle” jest synonimem „wielkiego chlania”. To oczywiście pewna generalizacja, ale potwierdzona trzydziestoletnią próbą.

POLsail powstał bez patrzenia w rubryczkę płeć. I pomimo, żarcików, plotek i komentarzy środowiska (bo wiecie, jak dziad z młodszą babeczką prowadzi razem firmę to od razu wiadomo o co chodzi…) z ogromną dumą wysłuchuję czasami komentarzy, jak to oglądacze byli zaskoczeni jakimś manewrem Baltic Star, a potem odkryli, że ze sterówki wyszła Justyna. I to jest droga do przetarcia szlaku w branży, mocno zmaskulinizowanej, kobietom. Good seamanship jest dowodem ostatecznym i nie ma z czym dyskutować, nie musi się tłumaczyć. To jest właśnie równość. W naszym żeglarstwie jest kilka kobiet, lepszych, średnich ale są. Niektóre bardzo podkreślają, że są „z Wenus”, inne nie, ich sprawa. Zauważyłem próby pogrania płcią i przykrycia tym swoich ewidentnych błędów i to jest tak samo słabe, jak szukający wytłumaczenia facet, który wypił dwa piwa za dużo i popłynął. Czy oceniam to przez pryzmat płci? Raczej nie, seamanship nie ma płci, seamanship jest dobry albo zły.

No dobra, seamanship ma płeć. Przecież tam jest „man”. Przesadzam? Otóż nie – jest już firma, która zapowiedziała zmianę przycisku MOB w ploterze na POB (żeby nie determinować płci wypadającego). Czekam na zmianę nazwy pławek MOB na POB (i adekwatne zmiany w SOLASie). Serio? Na tym ma polegać równouprawnienie? To są przypadłości, istota rzeczy leży w zupełnie innym miejscu procedury – chodzi o życie człowieka.

Pomysł na ten wpis przyszedł mi do głowy pod wpływem emocji jakie wzbudziło tłumaczenie ponad stuletniej książki dla żeglujących skautów. Skautów, którzy jako ruch powstali na początku dwudziestego wieku jako wynik doświadczeń pewnego angielskiego generała, który małolatami pomagał sobie na wojnie z Burami na przełomie wieków. W Polsce (nieistniejącej wtedy formalnie) od razu był to ruch koedukacyjny. I dlatego ZHP współtworzyło WAGGGS w 1928 roku. Brat Roberta Baden-Powella, jako członek (funkcyjny) Royal Navy napisał podręcznik dla skautów w bodaj 1911r. Ot cała historia…

Przeglądając materiały do tego tekstu odkryłem, że nadal w języku polskim istnieją zupełnie współczesne wydawnictwa skierowane tylko do facetów. Skandal! Pewne znane wydawnictwo żeglarsko-edukacyjne wyklucza z dostępu do tajemnej wiedzy o astronawigacji kobiety, wydając podręcznik „dla żeglarzy”. Idą dalej!! Nawet książka na podstawowy stopień szkoli żeglarza. A kolejna żeglarza i sternika! Nawet UKE wydaje kwit „radiooperatora”!

Żartuję oczywiście, nie znam nikogo, kto poczułby się wykluczony takimi tytułami. Albo zarzucił wykluczanie poważnemu wydawcy czy państwowemu urzędowi. Znam natomiast dziewczynę, która zaczęła uprawiać kickboxing właśnie dlatego, że to był sport „męski”. To moja Wspólniczka.

« (Previous Post)


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
© 2022: POLsail | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress
0
Would love your thoughts, please comment.x