Staż kapitański

Kiedy już zostaniecie sternikiem, zaczynają się marzenia by być „kapitanem”. Nie ma znaczenia fakt, że w Polsce jachtów, do których prowadzenia wymaga się patentu kapitańskiego, w zasadzie nie da się wypożyczyć. A nawet jak się da, to nie znam armatora, który powierzy taką łódkę przypadkowej osobie, więc i tak “Stary” najczęściej jest „na stanie”. No ale chcecie być KJ-tem (o pobudkach do „bycia kapitanem jachtowym” mam tekst, ale zbyt wiele osób się na mnie obrazi, więc na razie leżakuje).
Ustawodawca miał przebłyski i starał się jakoś wyregulować ten staż – wymaga się łącznie 1200h. Niby całkiem sporo, ale przypatrzmy się dokładnie.

Minimum 400h musi być samodzielnie prowadzonych po wodach morskich, z ograniczeniem długości minimalnej jednostki do 7,5m. Nie wiem dokładnie czemu jest to akurat tyle, a nie np. 6,50m – osobiście wolałbym pływać po morzu z kimś, kto staż ten zrobił na MiniTransatowej łódce, sam, po dużej wodzie, niż w czterech na Nefrycie, po Zatoce Gdańskiej. Chociaż niewątpliwie jedno i drugie rozwija.

Kolejne 100h musimy zrobić w rejsie po wodach pływowych (dość mgliste są wymagania kiedy pływ jest ok, a kiedy nie) i na tych wodach odwiedzić dwa porty. Zaczyna nam się rysować rejs modelowy z pierwszej części tego materiału. Nawet długość postoju pasuje do pływu, żeby wchodzić z „rosnącą” wodą, a wychodzić z odpływem. Ciekawy jest wymóg 100h w jednym rejsie, dwa rejsy po 95h nic nam nie dają, musi być w jednym.

Ten sam wymóg jednego rejsu pojawia się w przypadku stażu „żaglowcowego”. Cudzysłów, bo podobnie jak w innym miejscu naszych przepisów, pojawia się rozmiar z … nie wiadomo skąd (o dziwnych miarach w polskich przepisach w kontekście praktyki światowej będę pisał kiedy indziej). W mojej ocenie staż żaglowcowy miał służyć zdobyciu wiedzy na temat działania wieloosobowych zespołów (wacht), zbudowaniu świadomości ograniczeń wynikających z rozmiarów i mas, generalnie innego zachowania się dużej jednostki, z ciężką śrubą, dużym silnikiem i „grubymi cumami”. I to by się zgadzało niemalże zawsze, ale dla statków powyżej 24m. Nasze przepisy stażowe mówią jednak o długości 20m. Powiedzmy sobie szczerze, slup o długości 20 i pół metra niczym szczególnym nie różni się od slupa (czy nawet kecza) siedemnastometrowego. A taki właśnie 17 metrowy slup, może sobie nasz sternik wypożyczyć sam, przynajmniej teoretycznie (znowu kwestia dostępności). Dwadzieścia cztery metry to duży skok. Wiedzą o tym doskonale ubezpieczyciele, wiedzą klasyfikatorzy, wie też nasz Urząd Morski, wyraźnie zwiększając wymagania dotyczące kwalifikacji załogi i wyposażenia pokładowego.

Przy okazji dochodzi czynnik „dostępu do wiedzy” na żaglowcu. Co w umiejętności przyszłego „kapitana” ma wnieść bycie jednym z kilku członków załogi? Oczywiście takie umiejętności też są potrzebne, jednak jeśli mówimy o stażu na najwyższy stopień, to wyraźnie powinien być tam zapisany wymóg oficerowania – ponoszenia pełnej odpowiedzialności za statek w drodze przez te cztery godziny. Co starsi pamiętają zapewne, że dokładnie taki wymóg oficerski był kiedyś już na stopień sternika morskiego, a prawo do pełnienia funkcji oficerskich wynikało z patentu sternika jachtowego.
Podsumujmy więc – da się zostać KJtem prowadząc tygodniowe rejsy w Chorwacji, w systemie dziennych pływań, jeżdżąc czasami na żaglowiec w charakterze sznurociąga. Pozwolę sobie gorzko zażartować, że da się nawet zostać KJtem nie widząc nocy na morzu. Bo jak pojedziecie na łódkę 20m+ dwa razy na dwa tygodnie do Norwegii i tam będzie tylko dzienne pływanie, to spokojnie zaliczycie i pływy i „żaglowiec”. Resztę stażu uciułacie na Śródziemnym na czarterowej „herbatce z mlekiem”, czasami ją nawet prowadząc samodzielnie (ale np. we flocie).

Chcielibyście z takim KJtem pływać po morzach? Prywatnie nie zabieram takich nawet na płacone przez nich stanowisko IV oficera…

Marzy mi się system, w którym KJ musi uzbierać godziny zarówno oficerskie, (powyżej i poniżej 24m) jak i „złej pogody” (powiedzmy powyżej 6B) i to z POZYTYWNĄ opinią (teraz negatywna też się liczy). Chciałbym aby wiadomo było, że przed otrzymaniem patentu, zainteresowany odbył kurs LRC, ARPĘ i porządne KPP. Liczyć do stażu powinien się też licznik „overnightów”. Powinien być może wymóg jakiejś dłuższej wyprawy oceanicznej (minimum 20dni). Podzieliłbym to na stopień małego i dużego kapitana, z progiem na 24 metrach. Może coś jeszcze, choć nie wiem. Wiem natomiast, że taki KJ byłby coś warty, a dokształcenie go do warunków komercyjnych byłoby względnie proste. Obecnie oficerów dobieram bardzo ostrożnie (o czym znajdziecie tutaj już mój artykuł), bo przysłowiowa poprzeczka jest zwyczajnie zakopana, żeby nikt się o nią nie potknął.

« (Previous Post)
(Next Post) »


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin
Marcin
23 dni temu

Słyszałem plotki, że mają wrócić egzaminy.

© 2022: POLsail | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress
1
0
Would love your thoughts, please comment.x