Staże morskie

System szkolenia żeglarskiego na stopnie morskie w Polsce leży. I nie jest to teza, a fakt. Wystarczy w dowolnej marinie, w bardziej wietrzny dzień, popatrzeć na cudaczne manewry odstawiane przez sterników. Nie będę tutaj rozpisywał się o dziurawym systemie egzaminacyjnym, bo czytałem już dobre analizy na ten temat i nadal nic się nie zmienia. Dla niezorientowanych – nadal można przeprowadzić egzamin w swojej szkole, bardzo zaprzyjaźnionymi egzaminatorami i nie wymaga to jakichś szczególnych wygibasów. Mizernej skuteczności takiego egzaminu nie muszę chyba dowodzić…


Pochylmy się jednak nad istotnym elementem systemu szkolenia, jakim jest staż. Staż, który w założeniu miał przygotowywać (w przypadku sterników) i rozwijać (w przypadku kapitanów).

Na sternika potrzebne są dwa rejsy, łącznie 200h. W powszechnej opinii, to dwie tygodniówki spędzone na morzu. Czy faktycznie w tydzień da się zrobić 100h stażu? Da się, teoretycznie da, nie przeszkadza to jednak w sprzedaży rejsów, jako stugodzinnych i to nie tylko w stażach na sternika, ale i w osławionych „pływach i żaglowcach” na tzw. kapitana.


Tydzień to 168h, tylko żaden czarter nie trwa pełnych siedmiu dób, łódkę trzeba posprzątać, przeserwisować (rzadko, ale się w Polsce zdarza) i wydać kolejnej ekipie. Załóżmy, że czartery kończą się o 1000, a zaczynają o 1600. Już zostało nam 162h. Rejs najczęściej kończymy wieczór wcześniej, w docelowej marinie, bo przecież wieczorek pożegnalny, a rano i tak nie da się zdążyć na zdanie łódki. Zakładając, że do portu docelowego dopłyniemy o 2000, nasza pula godzin zmniejsza się o kolejne 14 godzin i zostaje nam 148h. Ale przecież nie wypływamy w momencie przejęcia łódki o 1600, ale musimy się do niej wprowadzić, poukładać rzeczy, zapoznać ze sprzętem. Jeśli nawet tego samego dnia wyjdziemy przed zmrokiem, to jakbyśmy nie liczyli stracimy kolejne cenne 4 godziny. To oczywiście też jest wiedza, którą zdobywamy, ale do godzin się nie liczy. Mamy 144. Ruszyliśmy, załoga jest bardzo nastawiona na zdobywanie godzin, no ale jakieś porty trzeba odwiedzić, załogi rzadko doceniają rejsy „donikąd i bezsensu”. Jeśli odwiedzimy tylko dwa porty i spędzimy w nich po 14 godzin (nic nie zwiedzicie w ciągu dnia jeśli w porcie staniecie na noc na 14 godzin) już zostało nam 116h. Jeśli porty będą odwiedzane z zegarkiem w ręku, to może się to udać. Nie pamiętam jednak nocnej wizyty w porcie, która rozpoczęła się o 2000 a o 1000 następnego dnia byliśmy już w drodze. Pomyślcie też o osobach, które nie popłynęły na ten rejs w celach stażowych, a bardziej krajoznawczo. I przypomnę tylko, że to 116h jest osiągalne tylko jeśli staniecie w dwóch portach. Przez tydzień 🙂


Pamiętacie taki rejs? Na którym wypłynęliście cztery godziny po przejęciu łódki, wróciliście wieczorem przedostatniego dnia i staliście w dwóch portach tylko przez noc? To teraz zerknijcie w książeczki i popatrzcie w cuda godzinowe jakie się tam dzieją. A wiecie czemu tak jest? Bo większość skipperów nie prowadzi dziennika i godziny wynikają z głębokiego ich przekonania (bo przecież chyba nie z rynkowej potrzeby dotrzymania obietnicy danej klientowi, wbrew możliwościom obiektywnym;-) ). Krótko mówiąc – rejs jest stażowy albo krajoznawczy, a oba te cele można zrealizować na rejsie minimum 10 dniowym.

Staż można zdobywać w sposób różnoraki. Zgodnie z przepisami, jeśli na promie do Szwecji dopchacie się na mostek i przekonacie „starego” żeby podbił opinię to też będzie staż. Ja od lat nie wystawiam opinii w rejsach krótszych niż 48h, bo uważam, że nieszczególnie wpływa to na rozwój żeglarski zainteresowanego. Informujemy o tym organizując rejs i dzięki temu „ciułacze” godzin z nami nie pływają. Ponieważ zawsze prowadzę dziennik i rzetelnie wpisuję do niego wymagane informacje, nie naciągam też godzin. Nagminnym jednak jest pytanie, kiedy na koniec okazuje się, że zrobiliśmy 95h czy nie mógłbym wpisać 101 – przecież to niewielka różnica. Nie mogę, po to pytam na początku, czy ktoś zbiera godziny i jak zbliżamy się do stówy z ryzykiem nieprzekroczenia, proponuję pływanie zamiast ostatniego postoju. Raz (!) zdarzyła mi się załoga, która wolała pływać, żeby 100 przekroczyć. Szanuję!


Najbardziej kuriozalnym wg mnie dokładaniem godzin, jest oferowanie opinii z manewrówki. I nie ma znaczenia czy odbywa się to stacjonarnie, czy „wędrownie”. Oferowanie kursu razem z „uzupełniającym stażem w wymiarze kilkudziesięciu godzin”, uważam za zwykłe oszustwo. Rejs stażowy powinien uczyć wielu rzeczy, których manewrówka portowa pod nieustającym nadzorem instruktora nie ma jak nauczyć! Manerwówka nie powinna dopisywać żadnych godzin do dorobku. Jako organizator zaawansowanych kursów manewrowych, słyszałem już niejedno zdziwienie w tej materii i to od ludzi, którzy zbierali godziny do tzw. kapitana.

O wymaganiach stażowych na kapitana i związanych z tym niedorzecznościach następnym razem.

(Next Post) »


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kuba
Kuba
1 miesiąc temu

Robson – dziękuję za podjęcie tematu. Jest on mi bardzo bliski 🙂

Pom pierwsze jestem jeszcze ze starego systemu. Systemu gdzie dostawało się w przysłowiowa d…e. Potem była Trzebiez i “nie przyjechaliście tu dla przyjemności”.

Czy uważam tamto stare szkolenie za dobre? Tak nawet powiem, ze bardzo dobre. Czy szkole tak jak mnie nauczono? Nie. Zmodyfikowałem to szkolenie.

Po pierwsze, i widzę, ze chyba tez tak robisz: Pytam ludzi co chcą, jakie są ich oczekiwania. Jeśli mam być rejs stażowy to się “stazujemy” – co oznacza pływanie w deszcz, zimno i na pewno więcej nocą niż za dnia. Wchodzimy do portów i z nich szybko wychodzimy. Wejście i wyjście , manewry portowe super ważne, ale jeszcze ważniejsze PLANOWANIE PODROZY i to w swych 4 etapach.

Jest jesteśmy chorzy (rzygamy) to … rzygamy – to jest nieodzowny element pływania. Dajemy sobie szanse poznania jak sobie radzimy z choroba morska. Rozwala nas czy po dniu, może kilku wszystko wraca do normy.

Jest widzę jednak , ze po dniu taka stazówka wykańcza pytam ponownie – co robimy. Stazujemy czy przechodzimy na yachting.

I tutaj tak jak u Ciebie statystyka jest POWALAJACA – dwa razy w ostatnich 12 latach mialem ludzi którzy powiedzieli, “jedziemy dalej”.

Napisze teraz jeszcze o innej stronie stasowania: wychodzeniu w sztorm aby “przeżyć”. Otóż na mojej łódce nie wychodzę w morze znając prognozę pogody która mówi 27wezlow. Czyli powyżej 7B.

Co innego gdy nas złapie w morzu ale raczej tez na rejsach stażowych nie kombinuje. 4-6B to już jest wystarczajaco aby wejść w stan nieważkości i zademonstrować co znaczy “rozgniewane” morze.

Stary system miał to do siebie, ze wymagał więcej mil / godzin i ludzie mieli szanse się opływać. Co to oznaczało?

Ze pływali z innymi ludźmi, na innych łódkach, po różnych akwenach i portach. Mieli szanse być wystawieni na różne sytuacje, inne style dowodzenia, na inne przygody. Mogli sami wysnuć sobie wnioski i zbudować siebie samego – zobaczyć jakim skipperem chcą być a jakim na pewno nie.

Uczyli się również …pokory. Widzieli porażki, widzieli błędy i widzieli do czego one prowadzą ale również jak z nich wychodzić.

Na koniec zapytam – czemu my mierzymy staż w godzinach? Świat który znam posługuje się milami morskimi. Ciekaw jestem jak jest we Francji, pytam bo nie wiem.

© 2022: POLsail | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress
1
0
Would love your thoughts, please comment.x