Subiektywny marin przegląd

Rozpieszczony jestem, przyznaję. Podróże po szerokim świecie, a przede wszystkim moja najulubieńsza Marina Gdańsk przy Szafarni utrwaliły we mnie różne przyzwyczajenia dotyczące warunków postoju w porcie. I o ile w obszarze czystości łazienek jest coraz lepiej, węże do wody są w dobrym stanie i wiszą na niemal wszystkich kranach a obsługa jest prawie tak miła jak w Gdańsku już w większości miejsc, to bardziej skomplikowane operacje jak np. odebranie cum nie wszędzie wychodzi. O dostępie do toalet nie powinienem pewnie pisać ale jeśli byliście w Jastarni czy Władysławowie to wiecie, że w trzeciej dekadzie XXI wieku nadal dostęp do czystej toalety w nocy nie jest oczywistością. Są miejsca gdzie „Europa przyszła” wiele lat temu i tam mniej więcej wszystko wygląda właściwie, ale mogą Was zaskoczyć sprawy niebywałe. Mnie np. w ostatni piątek zaskoczyła tak Łeba – zostawiając na początku listopada łódkę nie spytałem ile taniej jest zimą (na całym świecie poza sezonem jest wyraźnie taniej – we wspomnianym Gdańsku jest to 30% ceny sezonu wysokiego). Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się przy płaceniu, że w zasadzie różnicy nie ma. Za 13 metrowy jacht latem zapłacicie 80zł dziennie, zimą 70zł. Ale zimą łazienki nie działają, bosman otworzy, ale na ciepłą wodę pod prysznicem mamy nie liczyć.

Dzisiaj okazało się, że podobny zwyczaj obowiązuje w Darłowie. Nie ma różnicy w cenie latem i zimą – nie rozumiem takiej polityki cenowej, ale na szczęście nie jest to mój problem.


Szczerze polecić, prócz gdańskiej Szafarni, mogę Hel, Ustkę i Kołobrzeg. Są to zupełnie różne porty ale znając ich wady można w pełni korzystać z zalet. Hel jest świetnym miejscem, ze znakomitą, rozwijającą się (!!!) cały czas obsługą i pięknie odnowionym węzłem sanitarnym w popularnym „czosnku”. Trochę niedogodnością są tłumy latem ale to urok każdego polskiego portu na wybrzeżu. W Helu jeśli chcecie zjeść coś pysznego to szczerze polecam Pub Nelson, miejsce mało popularne, absolutnie fantastyczne, zarówno obsługa jak i jedzenie zdecydowanie lepsze od oklepanego miejsca co się nazywa jak łódka rybacka ;-).
Wieczorem oczywiście – wiadomo, życie toczy się w Morganie. Hel nie jest miejscem sympatycznym przy silnym wietrze z kierunków południowych, na szczęście wiatry te nie zdarzają się zbyt często.


Ustka jest miejscem nad polskim Bałtykiem zupełnie z innej bajki. Konsekwentnie prowadzona, stylowa rewitalizacja i dbałość o zagospodarowanie przestrzenne powodują, że Ustka to taki mały Bornholm. Jachty nie mają najłatwiej, bo niestety nie ma gdzie zbudować w Ustce mariny, jest namiastka w basenie rybackim. Ale serce Huberta i jego ekipy bosmanów wynagrodzi Wam te niedogodności, toalety znajdziecie po obu stronach Słupi w kontenerach (wliczone w postój). Wystrzegajcie się postoju w Ustce przy wiatrach północnych, fala wchodzi w kanał portowy i potrafi napsuć krwi (i łódek) jeśli złapie Was w środku a nie będzie miejsca w basenie bocznym.


Kołobrzeg to port w pełnym tego słowa znaczeniu. Marina duża, po rozbudowie rzadko brakuje tam miejsc dla gości. Pływając dużą jednostką zdarza mi się stać po zachodniej stronie, dyspozytor z zarządu portu zawsze jest bardzo pomocny. Kołobrzeg to kurort odwiedzany licznie przez zachodnich sąsiadów, rzutuje to trochę na ceny „na mieście” ale da się wytrzymać. Obsługa w marinie bardzo sympatyczna w dzień (w nocy niestety bosmana zmienia stróż i bywa różnie). Duże i czyste łazienki, pralnia.


Na tym skończę przegląd portów polskiego wybrzeża szczerze polecanych. Do pozostałych albo dawno nie dotarłem i nie mam świeżego spojrzenia (Dziwnów) – dawne (z lat ‘90) skutecznie wyparłem, albo ilość wad zbliżona jest do liczby zalet (Świnoujście). Z pewnością pomogłaby, tak znienawidzona przez niektórych, niewidzialna ręka rynku, ale niestety w większości miejsc jest jeden operator portu, a nawet jak jest ich więcej (Gdynia) to nie bardzo pomogło. Skoro już o Gdyni, to w basenie jachtowym czas się zatrzymał i pomimo klimatu (i wspomnień) warunki są „ciężkie” (chaos w ustawianiu łódek, prysznice z lat ‘90, bardzo niesympatyczna nocna zmiana). Nowa marina nieopodal Błyskawicy to parking dla rezydentów co nawet zawiera się w nazwie tego miejsca, a obsady bosmańskiej prawdopodobnie nikt nigdy nie zabrał do podobnych miejsc i nie wytłumaczył jak to powinno działać.


Nie napiszę Wam o trudnościach z pobraniem paliwa w tych miejscach, bo o ile w sezonie coś się ruszyło w tej materii, to poza nim jest bez zmian „niedasię”. Nie mam stety/niestety własnych doświadczeń, bo przy ilościach pobieranych na nasze łódki korzystam z bunkierek.

PS Zupełnie zapomniałem o Sopocie! O wyjątkowości tej mariny nie muszę nikogo chyba przekonywać. Owszem, latem turyści na molo bywają trochę namolni (zawsze możecie poprosić o miejsce za bramką), ale Sopot to miejsce szczególne i trzeba traktować to jako lokalny urok. Od czasu reorganizacji węzła sanitarnego jest zupełnie wygodne, a w osobie zawiadującej wszystkim Oli nadzwyczajnie przyjaznie.

« (Previous Post)
(Next Post) »


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
© 2023: POLsail | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress
0
Would love your thoughts, please comment.x