Thruster czyli ster strumieniowy

Rosnący od lat rozmiar łódek i zagęszczenie w marinach spowodowały coraz częstsze montowanie na jachtach żaglowych elektrycznych napędów poprzecznych. Obserwując wykorzystanie tego fragmentu wyposażenia, doszedłem do wniosku, że przypomnę podstawowe zasady skutecznego użytkowania thrustera, którego elektryczna wersja jachtowa jest swoistą namiastką urządzeń okrętowych.

Silnik elektryczny wytworzy tyle mocy ile mu dostarczymy prądu i odbierzemy ciepła. Prądu na łódce mamy ograniczoną ilość – tak jest i nie ma co się na to obrażać. Z odbieraniem ciepła też nie jest na jachcie najlepiej, silnik steru strumieniowego najczęściej jest mocno zabudowany (np. na dziobie pod koją) i bardzo sprawnie podgrzewa sobie otoczenie (często też swoje akumulatory, które by ograniczyć straty na kablach montowane są jak najbliżej). Powyższe prowadzi do prostego wniosku. Używajcie napędu poprzecznego jak najmniej i jak najefektywniej, starajcie się robić to impulsowo i z przerwami.
O ile ograniczanie użycia jest postulatem, który łatwo wdrożyć i nie wymaga tłumaczenia, o tyle już kwestia efektywności oczywistą nie jest, co często obserwuję w marinach. Po pierwsze, wrogiem efektywności jest prędkość po wodzie. Przyjmuje się, że użycie strumieniówki ma sens przy prędkości mniejszej niż jeden węzeł, a w każdym innym przypadku opływ tunelu jest tak mocny, że ogranicza ilość wody przepływającej przez niego. Jeden węzeł to bardzo mało, w rzeczywistości możemy uznać, że odpowiednie warunki występują kiedy niemal stoimy – przy najbliższej okazji zróbcie sobie próbę i oszacujcie prędkość kątową dla łódki jadącej i stojącej, dla takiego samego impulsu na strumieniówce.
Po drugie, jeśli wieje wiatr, który ster strumieniowy ma pokonać, to warto się zastanowić, jak zmniejszyć napór wiatru na Waszą łódkę. Najprościej jest posadzić załogę, ośmiu stojących ludzi daje powierzchnię nawiewu rzędu 5-6 mkw, Warto też zastanowić się nad powiewającymi szpanflagami, łopocząca flaga to też żagiel. Czasem przed manewrami warto złożyć bimini czy nawet szprycbudę. I to nie tylko kiedy używacie thrustera.
W wielu sytuacjach można oszczędzić sobie kłopotów przy odchodzeniu, sprawdzając pogodę na następny dzień i w jej kontekście planując metodę zacumowania. Nie przyzwyczajajcie się do jednej metody stawania w y-bomach.

Prywatnie uważam, że popularny elektryczny thruster jest przereklamowany i sprzyja coraz gorszemu warsztatowi skipperów. A jako urządzenie zawodne (w przeciwieństwie do swojej profesjonalnej hydraulicznej wersji), potrafi spowodować nieprzyjemne komplikacje swoją awarią. Warto więc ćwiczyć i nie uzależniać się od niego. Nauczcie się sobie nim pomagać, ale nie opierać manewrów jedynie na działaniu strumieniówki.

P.S.: Pamiętajcie, że najczęściej umierają bezpieczniki i trzeba mieć koniecznie zapasowy komplet na łódce. Wypadałoby też wiedzieć, gdzie się znajdują, żeby móc je samemu wymienić 😉


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin
Marcin
1 miesiąc temu

Nie lubię używam ale cieszę się że mam przy wysokiej burcie, nielicznej załodze mały kopniaczek by dopchnąć dziób do kei lub zwiększyć, zmniejszyć siłę obrotową działa cuda.

© 2022: POLsail | Travel Theme by: D5 Creation | Powered by: WordPress
1
0
Would love your thoughts, please comment.x